Lipa, Drodzy Państwo. LIPA.
To, że zdjęcia mi zniknęły z mojego folderu blogowego, zauważyłam jakiś czas temu. Jednak dopiero ostatnio spostrzegłam, iż zniknęły one NIE TYLKO stamtąd. Dziwnym trafem we właściwych wpisach też ich nie ma.
Czyli się pożegnamy, jak sądzę.
Może to i lepiej... Odetnę się w końcu od tej nieszczęsnej ferdydurke i oklepanej aszy. Zacznę wszystko od nowa. Najlepiej- po łacinie, jeśli się uda, rzecz jasna.
Dziękuję za wszystko: za komentarze, które nieraz podnosiły mnie na duchu; za wpis do Księgi Gości i wszystkim odwiedzającym. Dziękuję za te (na chwilę obecną) 10988 wyświetleń strony. Dobrze, że jesteście.
A jeśli komuś spodobało się, co też napisałam- choć jedno zdanie- ogromnie mi miło.
Zostanę, dopóki czegoś sobie nie znajdę.
Wszystkiego dobrego.
Zawsze, od kiedy pamiętam, marzyłam o lataniu. Ale nie z tych powodów co wszyscy. Nie żeby poczuć się jak ptak, zwiedzać przestworza, czuć pęd wiatru czy widzieć wszystko z góry. Nie. Mi się po prostu zawsze cholernie nie chciało chodzić. ~Ryużaki